327602,51 – 11,53 =…

327602,51 – 11,53 = 327590,98

Ach, no i jest #zima – ciutka śniegu, -2°C i od razu milej na sercu w ten piękny, grudniowy poranek ( ͡ ‿ ͡ )

To chyba mój najskromniejszy weekend w tym roku – wczoraj nic, a dzisiaj symboliczne 11 km… ale taki był plan więc nie mam powodów do narzekania.
Wczoraj pospałem niczym król – 7,5 godziny! Dziś nie było mi to dane, bo dopiero kwadrans przed 3 rano przyjechałem z imprezy. Ale organizm przyzwyczajony do wstawania, bez budzików i pomocy ze strony kotów wstałem o 7:30.
Za oknem wstawał piękny dzień, a cały dom spał. Cały. Nawet sierście nie raczyły ruszyć się z miejsca… Ja zaś się pozbierałem z zadziwiającą sprawnością i już 10 minut przed 8 wystartowałem.

Pogoda… Wczoraj był idealny dzień na bieganie – mocny wiatr, Słońce, zero smogu, temperatura 7-8°C… no ale nie biegłem. Dzisiaj? Wiatr zdechł, smog osiadł i zgęstniał, temperatura spadła… dobrze, że Słońce pozostało (ʘ‿ʘ)

Ruszyłem z zamiarem przebiegnięcia – czy raczej spokojnego przetruchtania – jakichś 10 km. Biegłem bardzo spokojnie i niespiesznie, z przyjemnością podziwiając widoki i wsłuchując się w delikatnie skrzypiący pod butami śnieg (。◕‿‿◕。)
Gdy doleciałem na szczyt górki, uznałem że warto jeszcze dla relaksu dorzucić kilometrową pętelkę. Spokojnie dobiegłem do domu, stwierdzając że dostałem dokładnie to czego chciałem – miły i relaksujący trucht w średnim tempie 6:00 min/km.

Miłej niedzieli – i miłego grudnia! ( ͡ ‿ ͡ )

pokaż spoiler #sztafeta #bieganie #biegajzwykopem #enronczlapie #ruszkrakow #zdrowie #sport #mikrokoksy